Lekcja uważności

24.05.2026

Czy kiedy człowiek ma ponad 20 lat doświadczenia w pracy z młodymi ludźmi coś go może zaskoczyć? Odpowiedź automatyczna pewnie brzmiałaby: Nie, jasne że nie, młodzież jest zawsze i wszędzie taka sama. I ma takie same potrzeby. Serio? To spróbujmy ten mit rozłożyć na czynniki pierwsze, bo nie ma nic bardziej naiwnego niż wrzucanie wszystkich do jednego worka z napisem „młody człowiek”.

Od ponad 20 lat pracuję w szkole. Spotkałam wiele osób ze spektrum autyzmu, kilkoro z ograniczoną mobilnością, dwie osoby spośrod moich uczniów nie widziały, jedna nie słyszała, wielokrotnie uczyłam diabetyków. Nigdy nie spotkałam na swojej zawodowej drodze osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Nigdy też poza krótkim kursem na temat postępowania w przypadku cukrzycy w szkole nie miałam okazji uczyć się o tym, jak czują osoby ze specjalnymi potrzebami, na przykład uczniowie ze spektrum autyzmu czy z Zespołem Aspergera, czego ode mnie potrzebują osoby z nadwrażliwościa sensoryczną i jak pogodzić ich potrzeby z chociażby tym, czego oczekiwałyby od otoczenia osoby poruszające się na wózkach. Wszystko, czego się dowiedziałam, dowiedziałam się przy okazji, czasami z Internetu, a czasami od samych moich uczniów, którzy mieli na tyle odwagi i determinacji, żeby swoje potrzeby wprost wyrazić wobec mnie. Niektórzy tę odwagę i determinację mieli. Inni, jak dziś myślę, pewnie nie, bo nie zawsze łatwo jest powiedzieć: Proszę pani, mówi pani za głośno, przeszkadza mi to, bo mam nadwrażliwość sensoryczną.

Proszę pani, to światło jest za jasne.

Proszę pani, ja tu nie podjadę.

Proszę pani, ta czcionka jest za mała.

Wypowiedzenie takiego zdania sprawia, że nauczyciel (i klasa!) w sposób naturalny zwróci na taką osobę uwagę – a to nie zawsze jest cenne. Wśród osób ze specjalnymi potrzebami są i ekstra- i introwertycy, są też osoby nieśmiałe – jak w całej populacji.

I oto pojawiła się dla mnie okazja wzięcia udziału w kursie „Holding Space”.

Od początku zaintrygował mnie temat. Bo przypuszczałam (i moje przypuszczenia się sprawdziły na szczęście 🙂 że ten kurs będzie dla mnie okazją do poznania tematu włączenia bliżej, do zwykłego poszerzenia wiedzy, bo wiedza buduje zrozumienie i empatię, bo bez wiedzy łatwo o uprzedzenia i stereotypy.

Podczas kursu miałam okazję się zatrzymać. W tzw. prawdziwym życiu nie zawsze jest na to czas, jeszcze rzadziej chyba tzw. przestrzeń. Chodzenie po lesie z zamkniętymi oczami by odebrać z większą mocą inne bodźce sensoryczne, chociażby zapachowe i słuchowe, w codziennym życiu mogłoby być odebrane jako delikatnie mówiąc dziwaczne :-). Tymczasem na kursie miałam taką możliwość.

I nagle okazało się, że perfumy przechodzącej kobiety mogą być na tyle mocne, że to przeszkadza i uwiera. Że zimne, jarzeniowe światło w hotelowym holu może doprowadzić bo bólu głowy. Że odświeżacz powietrza pachnie. Za bardzo pachnie. A to był dopiero początek.

Podczas jednego z ćwiczeń mieliśmy okazję podjąć rolę osób z różnego rodzaju ograniczeniami. Najmocniejszym był oczywiście wózek. Ile miejsc staje się niedostępnych. Mimo pomocy znajomych, mimo teoretycznie wciąż jednak dziejących się procesów w kierunku likwidacji barier… Tych barier wciąż jest za dużo.

Na Malcie, gdzie odbywał się kurs, drogi są nierówne, prawie nie istnieją chodniki, uliczki są wąskie, historycznie piękne – dla wózków stanowią jednak barierę nie do przejścia. Była nas trójka. Wszyscy asekurowaliśmy chłopaka siedzącego na wózku. Mimo tego niektóre miejsca pozostały dla niego niedostępne.

W mojej szkole są dwa piętra oddzielone schodami. Nie ma wind. Ile takich szkół jest w Polsce?

Doświadczenie otwierające oczy.

Ja byłam w tym ćwiczeniu osobą „tylko” z kulą. Nigdy nie miałam żadnego wypadku, nigdy nie miałam założonego gipsu, oczywiście nie chodziłam o kulach. Po kilkunastu minutach tego ćwiczenia poddałam się, bo opieranie się tylko na rękach było dla mnie zbyt wyczerpujące (sic!) Osoba naprawdę tej kuli potrzebująca nie miałaby szansy się poddać. Chyba że od razu odpuściłaby sobie wiele aktywności, w których uczestniczyli jej rówieśnicy.

Tylko czy o to chodzi w podejściu włączającym, którym się tak jako Europejczycy szczycimy?

Przyznaję, że wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, czy projektuję lekcje tak, by były one równo dostępne dla wszystkich. Mówię szybko, z mocnym akcentem, zarówno po polsku jak i po angielsku używam rejestru typowego dla dorosłej, wykształconej osoby. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, na ile to co (i jak!) mówię jest dostępne dla każdego.

Jedno z ćwiczeń, które robiliśmy podczas kursu, polegało na tym, że ktoś uporczywie przeszkadzał nam rozwiązywać przydzielone zadanie. W innym miejscu kpił z nas, rzucał złośliwe komentarze. A gdybym naprawdę miała niskie poczucie własnej wartości? Te komentarze momentalnie sprawiłyby, że po prostu wstałabym od stołu i zrezygnowała z ćwiczenia!

A gdybym miała problem z koncentracją? A gdybym nie umiała pracować pod presją czasu?

Ilu moich uczniów mierzy się z ograniczeniami, o których nie mam pojęcia! Ile razy wymagałam od nich pracowania „szybko, szybciej, człowieku, jak bardzo wolno jeszcze można to robić”?

W jaki sposób takie komentarze są wspierające?

Otwierający oczy. Tak bym ten kurs określiła.

Przypominający tak bardzo uniewersalną prawdę, że każdy, naprawdę każdy jest wyjątkowy – i w dostosowywaniu środowiska dla każdego z nas nie chodzi wcale o obniżanie wymagań (!), jak się często w potocznym rozumieniu przyjmuje. Chodzi o stworzenie takiego miejsca, które jest dla każdego równie dostępne.I chyba właśnie to było dla mnie najważniejsze podczas tego kursu: zrozumienie, że podejście włączające nie zaczyna się od procedur, dokumentów ani modnych haseł. Zaczyna się od uważności. Od zatrzymania się i zadania sobie prostego pytania: Czy osoba obok mnie ma naprawdę taką samą możliwość uczestniczenia w tym świecie jak ja?

Bo czasem różnica między „dasz sobie radę” a „jak mogę ci pomóc?” zmienia naprawdę wszystko.

Nie wyjechałam z Malty jako ekspertka od wszystkich możliwych potrzeb i ograniczeń. Ale wyjechałam bogatsza o coś dużo ważniejszego: większą świadomość, większą pokorę i przekonanie, że szkoła dostępna dla wszystkich nie powstaje dzięki wielkim deklaracjom.

Powstaje codziennie. W drobnych decyzjach. W sposobie mówienia. W tym, czy ktoś czuje się zauważony, wysłuchany i bezpieczny. I może właśnie o to chodzi w prawdziwym „holding space”. Żeby stworzyć drugiemu człowiekowi przestrzeń, w której nie musi udawać, że wszystko jest dla niego łatwe.

Kurs szkoleniowy Erasmus+ „Holding Space: Inclusive Youth Work” został sfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Erasmus+.
Artykuł napisała Lilka Poncyliusz – Guranowska – uczestniczka projektu, a zdjęcia wyselekcjonowała Amelia Rosiak z YoWo Poland
.

Napisz do nas. Działaj z nami.

Zainteresował Cię któryś z naszych projektów? Chcesz do nas dołączyć?
A może po prostu zastanawiasz się, czy lubimy ananas na pizzy?
Napisz do nas!

(+48) 502 820 973

yowopoland@gmail.com